//
czytasz...

Piórem i myszą

Jacka Dukaja spolszczenie klasyka

Wpadło mi niedawno w ręce  „Serce ciemności”. Minipowieść spolszczył znany pisarz fantasy  – literatury uważanej za zaledwie rozrywkową – Jacek Dukaj. Podkreślam słowo „spolszczył” – taka adnotacja widnieje bowiem pod tytułem dzieła Josepha Conrada. Słowo odsłania pisarskie intencje tłumacza, co samo przez się bywa rzadkie i jest godne uwagi.

Czym bowiem różni się tłumaczenie dzieła od jego spolszczenia? Czy nie chodzi tylko o w gruncie rzeczy jałową grę słów? Chwyt marketingowy lub fragment promocji literackiego towaru? Nic podobnego. Dukaj mówi: „jest to wyzwanie zupełnie inne niż tłumaczenie po prostu tekstu”. „Założenie, że tymi samymi symbolami i referencjami da się wywołać te same skojarzenia w radykalnie innych kontekstach kulturowych, mam za absurdalne. Wierność artystyczną osiąga się poprzez zmianę przybliżającą odbiór współczesny do zamierzonego odbioru pierwotnego”. I ja Dukajowi wierzę. Powiem więcej – sam pomysł uważam za wart uwagi a sposób jego realizacji za udany.

Dukaj przeprowadza ważny eksperyment literacki i światopoglądowy. Pyta czytelnika o to, czy jest świadom, czy posiada kompetencje kulturowe i mentalne do tego, by pojąć ogrom cywilizacyjnego zamierzenia dawnych Europejczyków i ogrom zła, które owo zamierzenie sprokurowało. Dukaj poprzez dzieło Conrada prowokuje do rozmowy. Nie ma to być uczona akademicka dyskusja w poetyce – powiedzmy – narracji postkolonialnej, tak ostatnio modnej. Nie ma to być również nostalgiczny powrót do  sprawdzonych wzorców klasycznej prozy, która winna być co jakiś czas odnawiana w rytm literackich mód lub jubileuszy.

Dukajowy zamysł jest zupełnie inny – punktem wyjścia czyni problem – także bliski Conradowi – związków mowy z doświadczeniem zmysłowego odczuwania świata. Wydaje się, że intencją główną jest ów zdumiewający bohatera rozdźwięk pomiędzy postrzeganiem a wyrażaniem. Rozumieniem a przerażeniem zeń wynikającym.

Spolszczenie Dukaja wydaje się wybierać z zasobów polszczyzny ingrediencje niezbyt wyrafinowane i soki jeszcze nieprzedestylowane. Narracja zaś co i rusz staje na skraju składniowej katastrofy, stylistycznego zawładnięcia przez magmę mowy potocznej, oddanej bez żadnych już zahamowań emocjom, wrażeniom, relacjom dotyczącym reakcji własnego ciała i ciał innych organizmów.

Bo zgroza skrywa się w komizmie, brutalność w banale, cynizm w prostoduszności. A słowa… Mój Boże – cóż znaczą słowa, gdy celem jest siła i autentyczność przekazu, a nie jego, hmmm – elegancja?

Dukaj stara się na swój sposób, przypominając i przekształcając dzieło Conrada, pokazać rozmiar moralnej klęski europejskiej cywilizacji, która w imię krzewienia kultury najbardziej w swoim mniemaniu humanistycznej dopuściła się zbrodni. Owo „krzewienie kultury” było bowiem tak naprawdę woalką zasłaniającą najbardziej prymitywne instynkty i żądze wywołane przez narodziny nowoczesnego kapitalizmu i korporacjonizmu. Neoliberalne hasło: „Bogać się, egoizm nie jest grzechem”, nie jest wcale tak nowe. Wszyscy bohaterowie „Serca ciemności” są odeń uzależnieni, wyznają je w skrytości ducha, rasistowską pogardą wobec podbijanych ludów wzmacniając ciemną przemoc i okrucieństwo.

A Kurtz? Kurtz jest wzorem, ideą, marzeniem o wielkości każdego małego sukinsyna. Jest autokratą doskonałym i świadomym, pozbawionym jakichkolwiek skrupułów administratorem biznesu znanego jako handel kością słoniową. Skrywającego pogardę i poczucie wyższości pod elegancko redagowanymi frazesami o „władzy czynienia dobra dzięki prostemu wysiłkowi woli” przez domorosłych cywilizatorów.

Czy cokolwiek pojął przed śmiercią? Czy ruszyło go sumienie? Czy zrozumiał rodzaj szaleństwa, w które popadł? Niczego nie zrozumiał. Niczego nie przyjął do wiadomości! Słynne słowa kończące jego żywot: „Zgroza. Zgroza” z pewnością nie są ekspiacją. Są gniewnym przyznaniem się do porażki kogoś, kto nie zdążył spełnić swojego marzenia o pełnej dominacji nad „tym bydłem” i stworzeniu doskonałego totalitarnego państwa.

„Pana Kurtza – jego zdechło”, tak brzmi tłumaczenie zdania, które w wersji angielskiej zapisano następująco: „Mistah Kurtz – he dead”. Wydaje się być zaskakująco swobodnym potraktowaniem oryginału. Z pewnością jest swobodne. Bardzo dobrze, że takie jest. Oddaje bowiem to wszystko, co skrywa się aż do tej pory w relacjach między nami: tymi, którzy wyruszyli z misją cywilizacyjną w serce dżungli i tymi, którzy zapłacili za tę ambicję niewyobrażalnymi cierpieniami, upokorzeniem i śmiercią.