//
czytasz...

Piórem i myszą

Patriotyzm

Słowa budują, słowa ranią, słowa niszczą. Mogą budować zręby wspólnotowości bądź wykluczać według ideologicznych i politycznych kluczy.

Wydawać się może, iż słowo „patriotyzm” jest najwłaściwsze w ujawnianiu intencji, które łączą społeczność mówiącą tym samym językiem, zanurzoną od wieków w tej samej kulturze, mającą w wielu zakresach zbieżne systemy wartości, sentymenty, przywiązania i typy wrażliwości. Słowo „patriotyzm” włącza całą społeczność w krąg wspólnego doświadczenia i przeżywania, jest synonimem szlachetnych postaw i uczuć. Gdy pojawia się w czasie Święta, wielkiego Święta, jakim jest Rocznica Odzyskania Niepodległości, z definicji niejako winno stanowić fundament wspólnego bycia razem, nawet gdy to „razem” oznacza różne miejsca w Polsce, różne sposoby świętowania i przeróżne ludzkie grupy oraz towarzystwa.

Tymczasem mamy to, co mamy. Zabijanie słowa i przeinaczanie jego semantyki oznaczającej wspólnotowość, włączanie, dumę z mieszkania we wspólnym domu wszystkich tych, którzy tu są, pracują, tworzą siłę narodu i wielu społeczności. Nie mogę jako polonista przyjąć spokojnie do wiadomości przekształcania Święta, poprzez złe intencje i ewidentnie złą wolę, w pokaz arogancji i pychy wynikający z poczucia siły i troskliwie pielęgnowanego resentymentu.

Nigdy bym nie przypuszczał, że Święto Niepodległości może być czasem zabijania słowa „patriotyzm”, a to, kto jest patriotą, będzie definiowane przez Dziarskich Chłopców i ich starszych Dziarskich Dziadków w intencji wykluczającej i postponującej inaczej myślących lub inaczej traktujących swoje obywatelskie obowiązki.

Marzena Żylińska zadaje dramatyczne pytanie: „jak uczyć historii, by młodzi Polacy nie głosili haseł, z którymi po władzę szedł Adolf Hitler. Jak uczyć historii, by dla faszystowskich i nazistowskich haseł nie było wśród Polaków akceptacji. To, że wczoraj nikt nie zareagował, przeraża mnie najbardziej. To już tak daleko zaszliśmy? Tak nisko upadliśmy? Płakać się chce”.