//
czytasz...

Piórem i myszą

Oskoma

Zanim?

Nie – to w grę nie wchodzi! Nie ma „zanim”. Nie ma czekania. Czekanie jest jak czkanie: „Tatka tka i matka tka, a praczka czka i też tam tka”. Ma być już, natychmiast. Jest bodziec, jest zaspokojenie: wargi – lipstick; nogi – dżinsik, ciało – lansik, głowa – kołtunik.

Pięknie jest tak żyć. Mieć wciąż nowe: lśniące, gładkie, świeże… Już. Teraz. Tu! Jesteś tego wart(a). Daj sobie chwilę rozkoszy. Jesteś wyjątkowa, należy Ci się! Specjalnie dla Ciebie – jedyna! (okazja). To wszystko szyte na  miarę – for you! Splendidly!

„Wszędzie, gdzie się nie spojrzę, chcę sobie zrobić dobrze!” Ach – jeść, szamać, degustować, testować, zamawiać, rejestrować, sprawdzać, wymieniać, nabywać, wprowadzać, odkrywać, korzystać, łapać. Mieć.

Cudownie jest tak żyć. Pokazywać, odsłaniać, tworzyć, wytyczać, wskazywać, kreować, wpływać, decydować. Być.

Nasze dzieci też wiedzą, jak jest. Złudzeń nie mają, bo mają oczekiwania, pożądania, potrzeby, chęci, gusty, przekonania, przeświadczenia i smaki. Nasze dzieci wiedzą, co się liczy, bo liczy się to, co wiadomo… A skąd wiadomo? Wszyscy wiedzą, skąd, tylko ty masz wątpliwości. Głupiś, jak nie wiem!

Świat jest piękny i życie jest piękne. Sublimuje nasze istnienie w wygodę, standard, urodę, opaleniznę, blichtr i kody nieśmiertelnej młodości. W operetkę. W Himalaje nonsensu, bzdury, chciwości, udania, pozoru i krzywdy.

Krzywdy też. Przede wszystkim krzywdy. Wołającej o pomstę niesprawiedliwości. Domagającego się kary chamskiego, ordynarnego wyzysku.

Czy widzieliście Państwo zakłady produkujące odzież w Kambodży? A fabryki bielizny w Dżakarcie? Może style pracy na budowach u szejków na mistrzostwa świata? A prace pakistańskich gówniarzy w cegielniach? Wiecie Państwo, że na świecie żyją niewolnicy, a ten „stan cywilny” przechodzi z ojca na syna? Za banalne długi, które rosną w tak astronomicznym tempie, że skazują na przeklęty los jeszcze nienarodzonych?

Czy widzieliście Państwo warunki życia w brazylijskich, meksykańskich lub innych, na przykład azjatyckich, slumsach? Wiecie, za ile się tam żyje? Za mniej niż dolara dziennie.

Dziewczyny szyjące ubrania w Kambodży jedzą 1500 kalorii na dobę; prawie o połowę za mało. Zarabiają miesięcznie trochę więcej niż 60 dolarów. Utrzymują z tego na wsi kilkuosobowe rodziny. Same tracą przytomność z przepracowania i głodu. Pracują kilkanaście godzin dzień w dzień…

Widzieliście i wiecie. Czemu mielibyście nie wiedzieć? Ja też widziałem i wiem.

Co można z tym zrobić? Jak można z tym żyć? Jak można godzić się na to, by mój bliźni mieszkał w kanale, nosił szmaty lub nie miał za co utrzymać rodziny? Jak można godzić się na barbarzyński podział zysków i zarobków? Ostentacyjny, bezczelny konsumpcjonizm, nerwicę zakupów, nakręcanie spirali chciwości, bezmyślną pogoń za reklamiarskim bodźcem i kramarczną sugestią?

Można, można. Wszystko można.

Żyje się nam smacznie, ekologicznie i dobrze. Tak przecież urządzony jest świat. Tak działa. Pilnuj się brachu, by i ciebie nie wypchnięto i policzono „miedzy insze”: głupsze, biedniejsze, bez perspektyw. Nic się z tym nie da zrobić. Fala zamożności podnosi wszystkie dżonki, dotrze i na zadupie świata. Spokojna twoja opalona.

Aaaa… Tak.  Życzę zdrowia. Dużo zdrowia i szczęścia.